"O tym, że bitcoin (BTC) nie zapewnia anonimowości swoim użytkownikom wie chyba każdy, kto miał z nim chociażby najmniejszą styczność. Jego całkowicie publiczna sieć, z ogólnodostępnym rejestrem transakcji wykonanych od początków istnienia, a także możliwość prześledzenia pełnego przebiegu i wartości operacji sprawiają, że bitcoin jest jedynie pseudoanonimowy, co oznacza że zapewnia on prywatność tylko i wyłącznie do momentu, w którym konkretne adresy publiczne nie zostaną powiązane z odpowiednimi tożsamościami. Nawet Satoshi Nakamoto w swoim white-paperze przyznawał, że utrzymanie całkowicie publicznej sieci transakcji jest gwarantem zachowania decentralizacji, w przeciwieństwie do scentralizowanych systemów bankowych, w których tożsamość użytkowników chroniona i dysponowana jest przez podmioty, którym trzeba zaufać.

Nakamoto jako remedium na publiczny charakter sieci proponował wykorzystywanie konkretnego adresu publicznego wyłącznie jednokrotnie, aby utrudnić powiązanie go z jego właścicielem. Nie jest to jednak rozwiązanie zapewniające prywatność, gdyż m.in. wartość transakcji wciąż pozostaje publiczna. Mimo, że obecnie istnieje wiele rozwiązań pozwalających kryptowalutom na uzyskanie pełnej anonimowości, opartych m.in. na podpisach pierścieniowych (ang. ring signatures), czy protokole zero knowledge, to w samym bitcoinie od ponad dziesięciu lat niewiele zmieniło się w kwestii prywatności użytkowników. Błędnym byłoby jednak stwierdzenie, że w ciągu dekady nie podejmowano prób anonimizacji danych krążących w sieci BTC. Jedną z ciekawszych i efektywniejszych metod zapewniania prywatności m.in. bitcoina jest implementacja o osobliwej nazwie MimbleWimble, której poświęcony jest niniejszy artykuł..."


https://www.fxmag.pl/artykul/mimblewimble-magiczne-zaklecie-na-anonimowosc-bitcoina